Wracając z pracy samochodem podczas półgodzinnej drogi myślę o tym ,że dziś mam lot z San Francisco do Los Angeles. Czuję się jakby to był już mój obowiązek. Ale w pozytywnym sensie . Bo robię coś co mi się podoba. Latam dla wirtualnych linii, ramię w ramię z kumpalmi w doborowym towarzystwie. Każdy z nas - pilotów PAFS czuje to samo. Kazdy z nas niecierpliwie czeka na ten wolny "kawałek czasu" kiedy będzie mógl wykonac lot w PAFS na ustalonej trasie. I zdawałoby się że to tylko lot. Nie! Latanie w PAFS w liniach wirtualnych to także wirtualni pasażerowie, którzy czują , boją się turbulencji , potrafią się znudzić, są głodni , cieszy ich puszczony w czasie lotu film i stresują przeciażenia. PAFS to wrażliwe na popełniane przez pilota samoloty, gdzie twarde przyziemienie to zniszczone podwozia połamane golenie, pęknięte opony a w efekcie większe wydatki dla linii lotniczych. Latanie w PAFS to nieomal symulacja pracy prawdziwego pilota latającego w liniach lotniczych a wszystko to za posrednictwem naszego poczciwego programu FS PAssenger.
Znów latanie w PAFS to swoboda wyboru - czy loty wykonujemy offline , czy online na VATSIM. Nie trzeba od razu wiedzieć wszystko i umieć wszystko. W naszym towarzystwie wspólnie omawiamy te nawet najbardziej podstawowe zagadnienia. Latają tutaj ludzie którzy VATSIMU nie poczuli ani razu i tacy , którzy na VATSIm mają już wylatane swoje godziny. FS Passenger symuluje nam tryb kariery pilota. Zaczynamy jako student pilot a po wylatanych godzinach na coraz to większych maszynach zostajemy upragnionym kapitanem. Dzięki lataniu w PAFS naprawdę zaczynamy czuć każdy aspekt lotu, to w nas samych budzi się potrzeba opanowania tak podstawowych rzeczy jak trzymanie pułapu, czy kursu. Stopniowo czujemy potrzebę wiedzieć coraz więcej i więcej. Do niedawna maszyna średniej klasy w FS ie po kilkunastu, kilkudziesięciu godzinach latania Cessną staje się upragnioną , wypasioną bryką. Przesiadka w BArona 58 czy King Aira 350 to szok. Każdą maszynę poznaje się nieomal jak własną kieszeń. Samoloty , którymi kiedyś cięzko się lądowało teraz po wylatanych godzinach mamy opanowane jak rowerowy składak. Czy naprawdę to takie fajne ? -spyta ktoś. Niech wymowne będzie że ja jako miłośnik odrzutowych myśliwców, walk powietrznych , latania bojowego po tym jak zacząłem latać w PAFS , zapomniałem najzwyczajniej na kilkanaście tygodni o istnieniu Lock On- a i Flaming Cliffs. CZasem bym się przeleciał MiG iem 29 , ale nie mam czasu, mam lot do LAs Vegas w godzinach wieczornych. Ciekawe, jaka będzie pogoda? Może będzie przejrzyste powietrze to będzie szansa podziwiać oświetlone gmaszysko hotelu "Mandalay".
Znów zajmnę miejsce na lewym fotelu przypnę się pasami, potem nie będzie czasu. Ustawię parametry na MCP, zanim pasażerowie nie wejdą na pokład, zapytam o pozwolenie na lot IFR, i w cichym pomruku APU, kiedy już stewardesa zamknie drzwi odpalę oba silniki po kolei wsłKWIECISTA MOWAąc się w ich soczyste dźwięki. Potem spokojnie już i z cierpliwością przyzwyczajony do kilkunastominutowego taxi dotrę do pasa, szybkie nerwowe sprawdzenie czy aby o niczym nie zapomniałem, zapytam o pozwolenie na start i wkołuję na wielki asfaltowo betonowy pas 28 R- mam nadzieję że wiatr nie pokrzyżuje moich cichych zamiarów rozkoszowania się startem po długachnym pasie i zostanę skierowany do startu z tego pasa. Po otrzymaniu zgody jeszcze tylko sprawdzenie czy światła lądowania sa włączone , przepustnica lekko do przodu i wsłuchiwanie się w gwizd obu silników nabierających obrotów. Rzutem oka spoglądam raz na pas raz na wyświetlacz wielofunkcyjny. Dla pewności drugi oficer głośno odczytuje prędkość 80 węzłów , wiem że zaraz osiągnę potrzebną prędkość. Lekko pociagam wolant do siebie spoglądając na EFIS czy aby tylko zakres obrotów nie wejdzie na czerwone pole i patrząc jednocześnie na prędkość. Mam tylko 4 i pół tony paliwa, niepełny komplet pasażerów i tylko tonę ładunku. Ta maszyna ma niezłe odejście, więc musze uważać żeby moja prędkośc nie przekroczyła limitu 250 węzłów. Kiedy już jestem powyżej 10 tysięcy , stóp, na własnej nawigacji , dodaję ostro prędkości pokrętłem na MCP ustawiając wartość 280 węzłów stopniowo pnę się na swój pułap przelotowy 33 tysięcy . Na szczeście wiatr jest słaby , nie będzie rzucało, mogę śmiało już na pułapie ustawić 0,75 Macha. Emocje nieco opadły, wygodnie się rozsiadam w fotelu. Dźwięk silników przechodzi w usypiający wręcz, aczkolwiek miły i kojący szum, który przerwała wchodząca do kabiny stewardesa z kawą. No cóż - myślę , przyda się. Przed nami jeszcze dwie godziny. Pasażerowie teraz spokojnie oglądają sobie film beztrosko rozłożeni w fotelach nieświadomi pewnie jak wysoko lecimy i w jak niesprzyjających warunkach. A tu tylko cisza i uspokajający szmer silników....




